J
o a n n a
R os z a k
Proteuszowa gra w propozycje
- aleatoryzm a hipertekst 01
Wybory, jakie podejmuje
autor i czytelnik
opowieści hipertekstowej,
a także dalej, mutatis mutandis: kompozytor i wykonawca muzyki aleatorycznej,
można przyrównać do rzutu kością czy losowania karty z talii. Szansa
wyboru i wreszcie rola przypadku to elementy immanentne dla obu
tych przejawów twórczej działalności
Rrzut kością, i wybór karty wspomina w odniesieniu do aleatoryzmu
w rozumieniu muzycznym Józef Patkowski. Trudno nie skojarzyć takiej
strategii z grą - i to w rozumieniu Gadamerowskim, jako sposobem
bycia dzieła sztuki. Zaznaczenie przez twórcę Prawdy i metody: "(...)
wszelkie granie polega na byciu granym" implikuje pojawienie
się pytania: jak grać, by wygrać, jaką podjąć decyzję przy bifurkacji
dróg, rozgałęzieniach, skrzyżowaniu ścieżek hipertekstu, by ogarnąć
pełnię. Nieprzypadkowo prekursorska wobec tego gatunku Gra
w klasy (gra!) stanowi strukturę zakładającą czytelnicze skakanie
po rozrzuconych rozdziałach; Julio Cortázar zmieścił w powieści
niezliczoną ilość historii wydarzających się w szczelinach, złączeniach,
miejscach zszycia. Dziecięca zabawa staje się sposobem na zamieszkanie
w książce: "<<klasy>> (...) rytuał kamyków i podskakiwań
na jednej nodze, prowadzący do Nieba". Czytelnik hipertekstu
to bowiem czytelnik "skaczący", modelujący, bawiący się
splotami, wreszcie powracający. Czytelnik uwikłany w poważną wyliczankę,
mający do dyspozycji elementy struktury i szereguje je, co za tym
idzie: wpływający na sposób stawania się tekstu.
Nielinearny modus
prezentacji, kluczenie po jego tekstowej siatce odsyła do Borgesowskiego
punktu Alef, równoczesność zazębia się z następczością. Wskazywałam
już na hipertekstowe rejony Ultima Thule (Na dnie opowieści), teraz
czas podkreślić jeszcze proteuszową naturę tego gatunku (ergo: jego
fraktalność, kombinatorykę,
wielość permutacji, które uświadamiają istnienie hipertekstu - a
także niejednokrotnie dzieła muzyki aleatorycznej - jako swoistego
pars pro toto). Puszczony w ruch mechanizm hipertekstu nie funkcjonuje
jak pstryknięta palcem kompozycja klocków domino. Związek pomiędzy
intentio operis i intentio lectoris łączy się dialektycznie: czytelnik
kształtuje tekst, ten zaś formuje czytelnika. Eco, który pisał też
o nowej dialektyce stosunków między czytelnikiem a narratorem, dzieła
otwarte (a zaliczyć do nich należy i hiperteksty, i kompozycje
aleatoryczne) utożsamia z dziełami w ruchu. Otwierają się one na
możliwości formowania przez odbiorcę, stającego przed potencjalnością
wysnucia nieskończenie wielu interpretacji, dotknięcia mnogości,
zawartej w uniwersum tekstu-tkaniny, pozbawionej symetrii hiperopowieści.
Dzieło w ruchu określają
kategorie "stawania się" i "non finito". "Ważniejszy
od doskonałości jest proces, dzięki któremu osiąga się doskonałość
(...) Asymetria w dziele sztuki jest bardziej wartościowa niż symetria"
- twierdzi A. J. Greimas. Punktum saliens, ta zasadnicza sprawa
dzieła - etymologicznie właśnie punkt skaczący, pulsujący - to gdy
mowa o opowieści hipertekstowej odkrywanie zapętleń,
poddawanie się przypadkowi. Skok rodzi się zwykle z tęsknoty za
głębią, dotarciem do praistoty rzeczy. "(...) to co nazywamy
przypadkiem jest w istocie także jakąś ukrytą <<prawidłowością>>,
która w pewnych zakreślonych warunkach wyznacza konieczność, możliwość
i prawdopodobieństwo występowania (...) zjawisk i ich układów i
zarazem gwarantuje ich odpowiednią różnorodność" - powiada
Tadeusz Zieliński.
Autor oddając w ręce czytelnika
dzieło niedomknięte, by rzec znów za Umberto Eco - otwarte - pragnie
jego interwencji, zamieszkania w tekście. O wyborze materiału, kolejności
wykonywania (czytania) decyduje, by użyć oksymoronu, reżyserowane
losowanie, zaplanowany przypadek. "Poetyka sugestii" wymusza
dotwarzanie, opera aperta charakteryzuje się bezhierarchią, czy
może raczej nie-do-hierarchią już ex definitione. Dla hipertekstu
dzieło otwarte funkcjonuje jako genus proximim. Cezary Matkowski
zauważa: "W klasycznej koncepcji dzieła, jest ono traktowane
jako całość zamknięta,
spójna i zhierarchizowana". Inaczej gdy idzie o opera aperta.
Jak stwierdza wspomniany już badacz dwudziestowiecznej muzyki: "(...)
wprawdzie nie występują tu żadne operacje przypadkowe (w rodzaju
rzutu kości lub <<ślepego>> wyboru przedłużonych elementów),
tylko świadoma decyzja interpretatora, niemniej kompozytor rezygnuje
(...) z określenia jakiejś warstwy kompozycji, dopuszczając w jej
ramach wszystkie możliwe rozwiązania

|
|