Choć
mistrzowie hipertekstu zdradzają często arogancję w dziedzinie powieści,
ich żądania nie grzeszą skromnością. Często usłyszeć można jak z
pełną powagą oświadczają, że w historii literatury doszło do trzech
przełomowych wydarzeń: wynalezienia pisma, wynalezienia ruchomej
czcionki i odkrycia hipertekstu. George
Landow, słynny hyperspace - walker, tak to
ujmuje w swojej ostatniej, rozpoznającej temat książce:
Mówiąc o przemieszczaniu się tego co dotykowe ku temu co cyfrowe jako o pierwszorzędnym dla naszej kultury fakcie, Landow spostrzega również, że gdy na dokonaniach krytyków tworzących w wyczerpanej już technologii druku odciska się piętno "uczonej powagi, deziluzji i godnego podziwu ustępowania z zajmowanych pozycji, to pisarze i teoretycy hipertekstów w sposób całkowicie szczery świętują.... Większość poststrukturalistów pisze w porze zmierzchu i w nastroju oczekiwania na wciąż nie nastający świt, większość pisarzy hipertekstów pisząc w wielu przypadkach o tym samym, pisze już o świcie ". I świt to zaprawdę.
Pradziadkiem hipertekstowej fikcji jest afternoon - kamień milowy postawiony przez Micheala Joyce`a, wydany najpierw na dyskietce, a potem, w 1990, przeniesiony na Storyspace, program którego Joyce jest wspłtwórcą. Joyce - autorem drukowanej książki - The War Outside Ireland: A History of the Doyles in North America With an Account of their Migrations, napisał w internetowym czasopiśmie Postmodern Culture, że hiperfikcja "jest pierwszym przykładem prawdziwego elektronicznego tekstu, czymś co wkrótce uważać będziemy za naturalną formą multimodalnego,