Szacowne
powieściowe wartości, takie jak jedność, integralność, spójna wizja,
wydają się być zagrożone. Zmienia się samo pojęcie elokwencji. "Tekst"
traci swoją kanoniczną pewność. Jak oceniać, analizować, i pisać
o dziele, które nie da się przeczytać dwa razy w ten sam sposób?
I w końcu cóż dzieje się z tokiem narracji? Nadal mamy do czynienia
z ruchem, ale w bezwymiarowej nieskończoności hiperprzestrzeni,
przypomina on raczej ekspansję bez końca. Idzie za tym pewne ryzyko:
tok narracji może stać się nadęty i prowadzony tak opieszale, że
straci swoją siłę odśrodkową i zamieni w niskiego lotu liryzm -
ten typowy dla wczesnych filmów science - fiction senny stan nieważkości
i zagubienia w przestrzni.
Jak rozstrzygnąć konflikt pomiędzy poszukiwaniem przez czytelnika spójności i zamknięcia a pragnieniem tekstu do wiecznego rozciągania się, jego lękiem przed śmiercią? Czym w końcu jest zamknięcie w takim środowisku? Jeśli wszystko znajduje się w środku (pośrodku) skąd mamy - czytelnicy i autorzy - wiedzieć, kiedy doszliśmy do końca? Jeśli autor ma prawo podążyć ze swoją historią gdziekowiek i kiedykolwiek i w tak wielu kierunkach jak sobie tylko zażyczy, czy nie stanie się to obowiązującą regułą?
Bez wątpienia będzie to głównym przedmiotem dyskusji mistrzów opowiadania w przyszłości, nawet dla tych zamkniętych w obrębie starej technologii druku. Ale nie jest to nic nowego. Problem zamknięcia był jedym z głównych - czyż nie? - tematów Eposu o Gilgameshu, ponieważ u zarania literatury przelano go na gliniane tabliczki oraz głównym tematem pieśni Homera, gdy około 26 wieków temu spisano je na papirusie przez innowacyjnych technologicznie Greków. W zmieniających się na przestrzeni dziejów technologiach, ciagłość mimo wszystko jest obecna. Większości z tych rzeczy domyślałem się - i faktycznie się one sprawdziły - jeszcze przed wejściem w hiperprzestrzeń, nawet jeszcze przed dotknięciem komputerowej myszy. Jednak tym czego nie przewidziałem jest fakt, że technologia ta zarówno absorbuje jak i totalnie przemieszcza. Dokumenty drukowane da się czytać w hiperprzestrzeni, ale hipertekstów na druk przetłumaczyć się nie da. Nie to co z filmem - który tak naprawdę jest ślepym zaułkiem linearnej narracji, tak jak 12 tonowa muzyka jest ślepym w ogóle zaułkiem muzyki.
Hipertekst to środowisko naprawdę nowe i jedyne w swoim rodzaju. Artyści, którzy w nim pracują muszą być także w środowisku tym czytani. I prawdopodobnie tam również będzie się ich oceniać. Krytyka, podobnie jak fikcja, przenosi się do z kartki do sieci. I jest ona sama w sobie podatna na ciągłe zmiany w umyśle i w tekście. Płynność, nieprzewidywalność, natychmiastowość, mnogość, nieciągłość i hipertekstowe cytaty dnia - wszystko to szybko staje się zasadą, w ten sam sposób jak nie tak dawno temu prawo względności zastapiło jabłko Newtona.