Robert Coover

Koniec Książek

Tłum. Mariusz Pisarski

Szacowne powieściowe wartości, takie jak jedność, integralność, spójna wizja, wydają się być zagrożone. Zmienia się samo pojęcie elokwencji. "Tekst" traci swoją kanoniczną pewność. Jak oceniać, analizować, i pisać o dziele, które nie da się przeczytać dwa razy w ten sam sposób?
I w końcu cóż dzieje się z tokiem narracji? Nadal mamy do czynienia z ruchem, ale w bezwymiarowej nieskończoności hiperprzestrzeni, przypomina on raczej ekspansję bez końca. Idzie za tym pewne ryzyko: tok narracji może stać się nadęty i prowadzony tak opieszale, że straci swoją siłę odśrodkową i zamieni w niskiego lotu liryzm - ten typowy dla wczesnych filmów science - fiction senny stan nieważkości i zagubienia w przestrzni.

Jak rozstrzygnąć konflikt pomiędzy poszukiwaniem przez czytelnika spójności i zamknięcia a pragnieniem tekstu do wiecznego rozciągania się, jego lękiem przed śmiercią? Czym w końcu jest zamknięcie w takim środowisku? Jeśli wszystko znajduje się w środku (pośrodku) skąd mamy - czytelnicy i autorzy - wiedzieć, kiedy doszliśmy do końca? Jeśli autor ma prawo podążyć ze swoją historią gdziekowiek i kiedykolwiek i w tak wielu kierunkach jak sobie tylko zażyczy, czy nie stanie się to obowiązującą regułą?

Bez wątpienia będzie to głównym przedmiotem dyskusji mistrzów opowiadania w przyszłości, nawet dla tych zamkniętych w obrębie starej technologii druku. Ale nie jest to nic nowego. Problem zamknięcia był jedym z głównych - czyż nie? - tematów Eposu o Gilgameshu, ponieważ u zarania literatury przelano go na gliniane tabliczki oraz głównym tematem pieśni Homera, gdy około 26 wieków temu spisano je na papirusie przez innowacyjnych technologicznie Greków. W zmieniających się na przestrzeni dziejów technologiach, ciagłość mimo wszystko jest obecna. Większości z tych rzeczy domyślałem się - i faktycznie się one sprawdziły - jeszcze przed wejściem w hiperprzestrzeń, nawet jeszcze przed dotknięciem komputerowej myszy. Jednak tym czego nie przewidziałem jest fakt, że technologia ta zarówno absorbuje jak i totalnie przemieszcza. Dokumenty drukowane da się czytać w hiperprzestrzeni, ale hipertekstów na druk przetłumaczyć się nie da. Nie to co z filmem - który tak naprawdę jest ślepym zaułkiem linearnej narracji, tak jak 12 tonowa muzyka jest ślepym w ogóle zaułkiem muzyki.

Hipertekst to środowisko naprawdę nowe i jedyne w swoim rodzaju. Artyści, którzy w nim pracują muszą być także w środowisku tym czytani. I prawdopodobnie tam również będzie się ich oceniać. Krytyka, podobnie jak fikcja, przenosi się do z kartki do sieci. I jest ona sama w sobie podatna na ciągłe zmiany w umyśle i w tekście. Płynność, nieprzewidywalność, natychmiastowość, mnogość, nieciągłość i hipertekstowe cytaty dnia - wszystko to szybko staje się zasadą, w ten sam sposób jak nie tak dawno temu prawo względności zastapiło jabłko Newtona.