Markku Eskelinen

TEORIA CYBERTEKSTU A BADANIA LITERACKIE

Podręcznik Użytkownika

Tłum. Dorota Sikora, Grzegorz Mielcarek
Ile warta byłaby teoria, gdyby nie była równie dobra w praktyce.
Gérard Genette, Narrative Discourse Revisited

Wrowadzenie

Teoria cybertekstu Espena Aarsetha ma co najmniej jeden poważny defekt: kończy, albo jest zdolna do uciszenia szumu związanego z szybką ekspansją cyfrowej tekstualności, gdzie, jak się wydaje, zawsze są nowi przybysze, którzy nie mogą zarobić na życie bez modnej przesady, mieszania rodzajów literackich i używania domorosłych haseł (jak choćby wielokierunkowość w tekście telqueliańskim). Złoty wiek formułowania podstawowych zasad funkcjonowania mediów – mylenia czytelników z pisarzami, linkowania z intertekstualnością i tekstu z tekstem-kłączem (i innych jednakowo monumentalnch i błędnych interpretacji) – wraz z niektórymi karierami od pewnego czasu zmierza ku końcowi, i - jeżeli to ten koniec świata, którego się spodziewamy – nie mam nic przeciwko.

W odróżnieniu do ślepych uliczek teorii hipertekstu i jej posthumanistycznych pochodnych, teoria cybertekstu odnosi się do unikalnej, podwójnej materialności produkcji cybernetycznego znaku. Daje nam tym samym dokładny i heurystyczny opis tego, jak funkcjonuje tekstowe medium. Osiąga ten cel, podchodząc do komputerów jako do komputerów, nie w znany, montypythoniczny sposób definiowania usieciowionych i programowalnych mediów jako czegoś zupełnie innego niż teatr, kino, komiksy czy (słabo czytana) filozofia europejska. Punktem wyjścia teorii jest ujrzenie tekstu jako rzeczywistej (nie metaforycznej) maszyny, którą stanowią: medium, operator oraz strumienie znaków. Te ostatnie podzielone są na tekstony (strumienie znaków istniejące w tekście) oraz skryptony (strumienie znaków pojawiające się czytelnikom/użytkownikom). Mechanizm, który generuje czy też odsłania skryptony z tekstonów nazwany jest funkcją przejścia, którą opisuje się jako kombinację siedmiu zmiennych (dynamizmu, zdolności determinowania, przechodniości, perspektywy, linków, dostępu i czynności użytkownika) oraz ich możliwych wartości. To kombinacyjne podejście daje nam blisko 600 (576, by być dokładnym) różnych typów mediów tekstowych, w których każdy tekst (od “I Ching” do MUD-ów) może być sklasyfikowany w oparciu o to, jak funkcjonuje jego medium. Wszystko to ma swoje konsekwencje, które nie wydają się uświadamiane czy nawet rozumiane. W opracowaniu tym postaram się jednak uczynić kilka z nich bardziej oczywistymi i jasnymi. Zacznę od tradycyjnych studiów literackich i teorii hipertekstu, następnie przejdę do, być może bardziej interesujących zagadnień w rodzaju nauki o “nowych mediach” i badań z zakresu gier komputerowych.

Cybertekst swoją uwagę ogniskuje na literaturze ergodycznej, w której użytkownik musi wykonać “nietrywialną” pracę, by przejść tekst (zamiast go jedynie zinterpretować). Poddawszy skrupulatnej krytyce istniejące paradygmaty, Aarseth prezentuje swój własny model, by następnie zastosować go do hipertekstowej fikcji, gier przygodowych, generatorów tekstów i MUDów. Relacja literatury ergodycznej wobec literatury nieergodycznej nie jest szczegółowo dyskutowana – punkt ciężkości, co zrozumiałe, znajduje się w innym miejscu. Należy w tym miejscu podkreślić rzecz być może oczywistą, iż przeniesienie wartości i oczekiwań z jednej na drugą jest nie tylko pochopne i prowadzące do nieporozumień, ale jest również oznaką najbardziej zachłannego kolonizowania. W tym znaczeniu esej ten służy jako wprowadzenie do rzeczy, o których przeciętny profesor angielskiego powinien wiedzieć, zanim je wypróbuje.