Hipervideo

MedialoomHipervideo - możliwość linkowania w polu ruchomego obrazu - to idea wciąż nie mogąca doczekać się swojej pełnej ralizacji i popularyzacji. Tworzenie "gorących punktów" na sekwencjach video, odpowiedników hiperłączy, po których dotknięciu widz przechodzi do kolejnych, wybranych przez siebie scen, znane jest twórcom interaktywnych instalacji multimedialnych, czy widzom pierwszych eksperymentów z interaktywnym kinem, wciąż jednak nie jest dostępne przeciętnemu twórcy filmów wideo i przeciętnemu widzowi

Za pierwszy interaktywny "wideodysk" uznaje się Lornę Lynn Hershman: interaktywną instalację wideo z 1984 roku. Widz na ekranie telewizora ogląda kobietę, Lornę, siedzącą w domu i z pilotem w dłoni oglądającą telewizję. Podobny pilot znajduje się także w ręku widza, który może dzięki niemu wybrać niektóre przedmioty z apartamentu Lorny. Wybory te prowadzą do rozgałęziających się historii. Po Lornie nastąpiły eksperymenty Jeffreya Show, Yoko Ono, Laurie Anderson, Williama Dickey'a i Grahame'a Wenbrena, gdzie interfesjem instalacji była nie tylko powłoka ekranu z jego nawigacją, jak u Hershman i w czerpiących z tego pomysłu artystycznych CD-romów z lat 90tych, lecz także ludzkie ciało (które widz dotykał, by zmianiły się prezentowane na ekranie sceny) czy - jak w przypadku Jeffreya Showa i jego Legible City - prawdziwy rower, na który widz musiał wsiąść, by poruszać się na ekranie po mieście liter.

Za pierwszy interaktywny film z kolei uznaje się I'm Your Man - komercyjną wersję eksperymentalnego projektu wytwórni Interfilm, dostępną do dziś na DVD i dającą się odtwarzać na zwykłych telewizorach. W filmie, będącym połączeniem komedii i thrillera, przedstawiona jest trójka bohaterów, która spotyka się na przyjęciu. Co pewien czas ekran zamarza, pojawiają się imiona trójki bohaterów a widz, wybierając któreś z imion, wybiera także perspektywę, z której oglądać będzie kolejne sekwencje. Istnieją tu zatem trzy rozgałęziające się co pewien czas perspektywy, trzy strużki akcji, każda z wersji filmu nie trwa dłużej niż godzinę. Zwykli widzowie uznali film za klapę, teoretycy mediów - za dobry punkt wyjścia. Od tamtej pory - podobny produkt nie ujrzał jednak światła dziennego.

Trudno odnaleźć w historii nowych mediów datę powstania, czy choćby nazwę, pierwszego systemu hipervideo: zestawu narzędzi do tworzenia i interaktywnego video. Ile ralizacji tyle systemów, a żaden znich nie stał się publicznie dostępny. Jednym z wyjątków jest MediaLoom - mający już ponad 10 lat program, który do złudzenia przypomina Storyspace, lecz operuje połączonymi ze sobą plikami .mov zamiast okienkami z tekstem. Na bazie media loom powstało Hypercafe - nagrodzone w 1996 roku nagrodą Engelbarta interaktywne wideo z użyciem technik linkowania i punktów widzenia, które wrzucało widza w sam środek gwarnej kawiarni i pozwalało przełączać się ze sceny do sceny, czyli - przenosić się z jednego stolika do drugiego, słuchać kawiarnianych konwersacji, i wybierać pojawiajce się co pewien czas linki.

Hipervideo wprowadziło ciekawą kategorię hiperłączy temporalnych, odmianę łączy dynamicznych, która ma to do siebie, że pojawawia się na ekranie tylko przez pewien czas, co zmusza widza do szybkiej reakcji, a cofnięcie się do punktu wyboru może być bardzo trudne.

Dlaczego hipetekstowe i interaktywne wideo wciąż orbituje na obrzeżach sztuki? Pełna odpowiedź na to pytanie mogłaby zająć nam kilkadziesiąt stron. Poprzestańmy na razie na muśnięciu tematyki, by choćby wytyczyć kierunek poszukiwań.

M. Pisarski