Śmierdzi jak manifest

Karol Lefer — Hipertekst, techsty i reszta

W sytuacji, kiedy cały kraj fascynuje się od kilkunastu lat tymi samymi autorami, którzy z tą samą częstotliwością piszą te same powieści i zbierają od publiczności te same brawa w świetle telewizyjnych kamer i idiotycznych imprez w salach kongresowych, każdy ożywczy powiew w każdej świeżej głowie musi wywołać aprobatę i wzbudzić nadzieję na zmianę sytuacji w naszej post-literackiej rzeczywistości.

Termin post-literacka, w odniesieniu do sytuacji, w której się dzisiaj znajdujemy, nie jest przypadkowy. Większości z nas, wychowanych na kanonie zachodniej literatury, na jego obietnicach, na jego samo dekonstruującym się logocentryzmie, nazwanie rzeczywistości post-literacką nadal jest nie do przyjęcia. Dla innych, wychowanych na długo wyczekiwanych i wykradzionych nieznanym sponsorom nocach i dniach z konsolami Play Station – sytuacja ta jest kompletnie do przyjęcia. Jeszcze inni po prostu widzą, że literatura zmienia się dziś w to, czym od dawna jest już opera. Operą, czyli zaklętym kręgiem tych samych środków artystycznych, kręgiem nostalgii i udawania, że nic się nie zmieniło, błędnym kołem uznania dla kolejnych klonów, którzy po raz kolejny potwierdzili naszą wspaniałość, nasz gust, naszą niechęć do zmian. Świeży powiew z wielkim trudem wkrada się do studiów telewizyjnych i wiadomości kulturalnych wciśniętych między życiodajną reklamę szpalt gazet, które z musu zajmują się jeszcze literaturą – operą, świeży powiew nie pojawia się już nawet w Legnicy i innych imprezach cyklicznych – klony klonują tam klony. Czym jest ów świeży powiew? Czym może być i dlaczego?

Pierwotny tekst manifestu w przewijalnym slajdzie wykonanym we Flashu, plik .swf otwiera się dziś w niewielu przeglądarkach
Pierwotny tekst manifestu w przewijalnym slajdzie wykonanym we Flashu, plik .swf otwiera się dziś w niewielu przeglądarkach