| Więc
teraz mamy tekst, tak jak mamy piasek i wodę - pisał o nowym
literackim zjawisku francuski postmodernista
Pierre Levy. Tekstu jest tyle, co piasku na plaży, więc - skoro
jest on czymś tak masowym i powszechnym nie ma potrzeby czytania
go w
całości,
byłoby to nawet trochę absurdalne. A zatem czytelnik,
który ma do czyninia z taką sytuacją, będzie raczej przechadzał
się po powierzchni tego tekstu lub robił małe czytelnicze próbki,
na przykład, by poznać bliżej umysł autora.
Nieco dalej Levy pisze, próbując spojrzeć na hipertekst
od strony czytelnika:
Nie interesuje mnie
wcale, co nieuchwytny już w danym momencie autor zawarł w tekście,
wymagam od tekstu tylko tego, by pozwolił mi pomysleć, tu i teraz. Wirtualność
takiego tekstu pobudza moją aktywną inteligencję.
Lektura
hipertekstu nie zmusza zatem czytelnika do kompletnego zanurzania
się w materię tekstu, w tok narracji,
punkty widzenia bohaterów itd. Ale może to uczynić.
To
nie całościowa, nie holistyczna perspektywa polaryzuje zachowanie
się czytelnika wobec
utworu, który w tym porzypadku jest tekstualną bazą danych.
Dlatego wyróżnia się dwa podejścia czytelnika do hipertekstu:
przy pierwszym utwór jest traktowany jako przestrzeń ustrukturyzowana
(wg Laure Ryan - przestrzeń - prążkowana, Deleuze
i Gauttari widzieli w niej strukturę drzewa). Przez taką
przestrzeń trzeba po prostu przejść, by gdzieś zajść.
Utwór
może być jednak przestrzenią otwartą i potencjalną (wg Laure
Ryan - wygładzoną, Deleuze/Gauttari - mówiliby tu o kłączu).
Taka przestrzeń eksploruje się dla samej przyjemności podróży
lub po to, by po drodze natknać się na jakieś niespodzianki.
| |