Kurt Vonnegut i hipertekst

Kurta Vonneguta trudno zaliczyć do protohipertekstualistów. Swoich książek nie konstruował on w sposób, który by usiłował wykraczać poza granicę medium druku. Jednak można go zaliczyć, podobnie jak Neala Stephensona, przez jego Diamentowy Wiek i opis inteligentnej książki, do tych twórców, którzy zawarli w swoich utworach ciekawe wizje przyszłości książki. W przypadku Vonneguta chodzi tu głównie o Rzeźnię numer 5. Talfamadorianie, istoty pozaziemskie, które porywają tam Billego Piligima, głównego bohatera utworu, mają właśnie takie doskonalsze od ziemskich książki przyszłości.

W świecie Tralfamadorianów widzimy Billego jako atrakcję turystyczną w ZOO. Tutejsi pokazują mu jedną z ich książek, złożoną z "drobnych łupinek symboli przedzielonych gwiazdami". Każda grupa symboli to krótka, pilna wiadomośc opisująca sytuację, scenę. Tralfamadorianie odczytują te symbole wszystkie naraz, nie jedne po drugich, nie istnieje też żadna określona relacja pomiędzy poszczególnymi wiadomościami, chyba że wybrał je w jakims określonym celu sam autor. Wszystkie naraz tworzą one obraz życia, które jest piękne, zadziwiające i głębokie. W tych książkach nie ma początku ani końca, nie ma przyczyn ani skutków. Czymś, co najbardziej cenią w swoich książkach Tralfamadorianie jest głębia wielu cudownych momentów przeżywanych jednocześnie.

Książki kosmitów wpływają też po części na kształt prozy Vonneguta: Piligrim przemieszcza się w sposób dość losowy po zdarzeniach ze swojego życia, pomiędzy światem realnym a światem Tralfamadorian. W jednej z chwil widzimy go jako żołnierza na II wojnie światowej, w bombardowanym Dreźnie, w innej - jako studenta lub w podróży poślubnej.

autor: Pisarski