Na początek kilka słów o dwóch nowych terminach, cybertekst i ergodyczny. Słowo cybertekst jest neologizmem zaczerpniętym z książki Norberta Wienera (i z dyscypliny) "Cybernetyka" z podtytułem „Kontrola i komunikacja wśród zwierząt i maszyn” (1948). Weiner położył ważne podwaliny dla rozwoju komputerów cyfrowych, ale jego zainteresowanie nie ogranicza się jedynie do mechanicznego świata tranzystorów a później mikroprocesorów. Jak wskazuje podtytuł, perspektywa Wienera zawiera zarówno organiczne jak i nieorganiczne systemy; to znaczy każdy system, który zawiera pętlę sprzężenia zwrotnego informacji. W podobny sposób pojęcie cybertekst nie ogranicza się do badania komputerowej (albo "elektronicznej") tekstualności; to byłoby arbitralne i niehistoryczne ograniczenie, być może porównywalne do takiego badania literatury, które uznawałoby tylko teksty drukowane na papierze. Choć taki rodzaj badań mógłby mieć socjologiczną rację, to nigdy nie doprowadziłby on nas do zrozumienia różnorodności wielu form literackich.
Pojęcie cybertekstu skupia się na mechanicznej organizacji tekstu, przyjmując, że złożoność medium, w jakim się on przejawia, jest integralną częścią literackiego procesu. Cybertekst koncentruje rownież uwagę na odbiorcy, albo użytkowniku tekstu, jako figurze jeszcze bardziej zintegrowanej z procesem niż zakładali to teoretycy odbioru dzieła. Dla nich działalność czytelnika rozgrywa się całkowicie w jego głowie. Tymczasem użytkownik cybertekstu aktywny jest także w sensie ekstraneomatycznym. Podczas cybertekstowego procesu, użytkownik realizuje pewną semiotyczną sekwencję. Ten oparty na wyborze kierunek jest konstrukcją w sensie wręcz fizycznym, której nie wyjaśniają żadne ze znanych do tej pory koncepcji "lektury". Fenomen ten nazywam ergodycznym, korzystając z terminu zapożyczonego z fizyki, który wywodzi się z greckich słów „ergon” - praca i hodos - ścieżka.
Literatura ergodyczna wymaga nietrywialnego wysiłku, i dopiero on pozwola czytelnikowi przechodzić przez tekst. Jeśli literatura ergodyczna ma stanowić jakąś sensowną ideę, musi także istnieć literatura nieergodyczna, w której podążanie za tekstem jest wysiłkiem trywialnym, który nie obarcza czytelnika żadną ekstraneomatyczną odpowiedzialnością, poza (na przykład) ruchem gałki ocznej i równomiernym lub przypadkowym przewracaniem stron.
Kiedy miewam okazję przedstawiać perspektywy literatury ergodycznej i cybertekstu nowemu gronu literackich krytyków i teoretyków, niemal za każdym razem stawia mi się zarzuty dotyczące wciąż tych samych kwestii: że teksty te (hiperteksty, gry przygodowe itd.) nie różnią się zasadniczo od innych literackich tekstów, ponieważ (1) cała iteratura jest do pewnego stopnia nieokreślona, nieliniowa i w każdym odczytaniu różna, (2) że czytelnik musi dokonywać wyborów w określonym porządku, by tekst nabrał znaczenia, i w końcu (3) że tekst nie może tak naprawdę być nieliniowy, ponieważ - mimo wszystko - czytelnik może przeczytać za jednym razem tylko jedną sekwencję.
Zarzuty te zazwyczaj formułowane są przez osoby świetnie poruszające się w literackiej teorii, jednak nie mające doświadczeń z hipertekstami, grami przygodowymi, albo MUD-ami, o których im mówiłem. Dlatego początkowo sądziłem, że jest to po prostu problem dydaktyczny: jeśli tylko mógłbym przedstawić jeszcze bardziej wyraźe przykłady tego, o czym mówię, wszystko stałoby się jasne. Jednak czy po osobie, która nigdy nie widziała filmu można oczekiwać zrozumienia charakterystycznych tylko dla tego medium cech? Tekstu takiego jak księga „ I Ching” nie da się czytać od początku do końca, wymaga on wysoce wyspecjalizowanego rytuału użytkowania. Z kolei tekst w MUD-ach również nie ma ani początku ani końca, jest niekończącym się labiryntem tekstowej przyjemności dla społeczności, która ją buduje. Choćbym strał się jak tylko mogę opisać ci czytelniku taki rodzaj tekstów, tkwiąca w nich zasadnicza różnica pozostanie tajemnicą do czasu, kiedy sam ich doświadczysz.